Zawód PERFUMIARZ - rozmowa z Piotrem Kempskim
2007-11-05

Kiedy zainteresowałeś się perfumiarstwem?

Podobno jako mały chłopiec biegałem za syrenkami i wąchałem spaliny. Nysa też zostawiała przyjemny zapach. Przypominam sobie potem jakieś toaletowe produkty kupowane w Peweksie – talk irysowy i jakieś superstężone kropelki do kąpieli. Pamiętam też taką zielona wodę kolońską ojca – Masculin. Gdzieś pod koniec podstawówki wpadło mi w ręce „Pachnidło” Patricka Suskinda, no i zaczęło się chodzenie po perfumeriach, przewąchiwanie wszyskich dostępnych wód. Chyba poszukiwałem wtedy jakiejś namiastki luksusu.

Perfumy to tylko namiastka luksusu, ekskluzywny dodatek? Nic więcej?

Perfumy są czymś znacznie więcej niż tylko dodatkiem. Są jak... tożsamość. Mogą być emanacją cżłowieka i śladem, jaki on pozostawia po sobie. Ten ślad ma być jak najbliższy prawdy o tym człowieku.

Ale ta prawda bywa inna w zależności od chwili.

Oczywiście nastrój się zmienia i dlatego trzeba dobierać perfumy w zależności od usposobienia w danej chwili. Jest coś magicznego w tym jak perfumy uwypuklają, podkreślają nasz stan ducha. Czasem człowiek jest niezdecydowany, nie wie co ma począć – sięga po zapach, który, być może, coś mu podpowie. To jest bardzo alchemiczne: poszukiwanie własnego zapachu, jako „prawdy o mnie”, mojej tożsamości zaklętej w perfumach.

Czy istnieją dla perfumiarzy jakieś zapachy magiczne?

Chyba jaśmin i róża to dwa najbardziej mitotwórcze składniki. Często występują w parze, jeden dopełnia drugi. Róża nadaje kompozycji chłód, kobiecość, wdzięk i dystans, podczas gdy jaśmin wnosi ciepło, zmysłowość, kwiatowość i cielistość. Doskonałe perfumy powinny zawierać tę królewską parę zapachów.

Czy to są drogie składniki?

Zdecydowanie tak. Choć naturalne składniki są niezastąpione, to jednak ekonomia wymusza zastępowanie ich syntetykami. Oczywiście przy dzisiejszej technologii można tworzyć zapachy syntetyczne niemal identyczne z naturalnymi, ale to nie to samo. Jeżeli do kompozycji z syntetyków doda się choć odrobinę absolutu, na przykład róży, kompozycja od razu nabiera rumieńców i jakby ożywa.

Gdzie rosną róże najbardziej pożądane w perfumerii?

Są dwa takie miejsca: Dolina Róż w Bułgarii i Prowansja – okolice miasta Grasse, choć trzy czwarte dostępnego na rynku olejku różanego pochodzi z Turcji. Różę bułgarską przerabia się na olejek eteryczny. Posiada on szlachetny zapach, który kojarzy mi się z głęboką purpurą. Nie jest on akceptowany przez wiele osób, gdyż jest szalenie intensywny i przenikliwy. Olejku różanego dodaje się czasami do aromatów spożywczych, na przykład owocowych, żeby uwypuklić ich „różowość”. Nie za dobrze sprawdza się za to w aromaterapii - rozpylony w powietrzu, natomiast bardzo dobrze zachowuje się naniesiony, po rozcieńczeniu, na skórę.
Róża francuska, zwana stulistną lub majową, jest bardziej słodka, aldehydowa, ma w sobie mniej „szkarłatu”. W przeciwieństwie do bułgarskiej, róży francuskiej nie poddaje się destylacji, ale ekstrakcji, przerabiając na absolut.
Te dwie odmiany róż są najbardziej poszukiwane w perfumerii, z tym, że róże uprawia się w całym basenie Morza Śródziemnego i na Dalekim Wschodzie; te z Maroka, Egiptu czy Turcji, są oczywiście dużo tańsze.

A czy w Polsce udałoby się wyhodować róże, które mogłyby znaleźć zastosowanie w perfumerii?

W Polsce jest za zimno na uprawę róży olejkodajnej na dużą skalę, choć spotkałem się z konkretem róży krajowej, pochodzącym chyba z lat 60-tych. Próbowano natomiast otrzymywać olejki z drzew iglastych, z tataraku, z pospolitych ziół.

Róża i jaśmin to rośliny dostojne i nikogo nie dziwi, że nosimy na sobie zapachy, które czerpią z ich bogactwa. Ale w perfumerii wykorzystuje się też zapachy pochodzenia zwierzęcego, które często kojarzą nam się mało przyjemnie.

Owszem, istnieją cztery podstawowe składniki pochodzenia zwierzęcego, które znalazły zastosowanie w perfumerii: ambra, piżmo, cybet i kastoreum.
Ambrę otrzymuje się z kaszalotów, są to zestalone wymiociny zwierzęcia, które dryfując w słonej wodzie, pod wpływem powietrza i światła, zestalają się w bryły i są wyławiane w sieciach albo znajdowane na brzegach oceanów. Każda bryła ambry w zasadzie pachnie inaczej, więc pojawia się duży problem z powtarzalnością zapachu. Ambra ma w sobie taką zmysłową suchość i rodzynkową, kobiecą słodycz, która znajduje zastosowanie na przykład w kompozycjach orientalnych. Obecnie jest praktycznie nie pozyskiwana i zastępuje się ją składnikami pochodzenia syntetycznego.
Piżmo, wykorzystywane w perfumerii, otrzymuje się z występującego w Himalajach jelenia piżmowego. Posiada ono zwierzęcy i bardzo intensywny zapach mokrego futra, który po rozcieńczeniu nadaje kompozycji szlachetności i ciepła. Dziś już nie stosuje się naturalnego piżma, istnieje cała gama syntetyków stworzonych na podstawie budowy cząsteczki muskonu, który jest głównym składnikiem piżma naturalnego. Piżma syntetyczne, zwane również białymi, są bardzo stabilne chemicznie i słabo rozkładają się w środowisku naturalnym. Działają jak utrwalacz: duża cząstka piżma zamyka w sobie mniejsze i może je stopniowo uwalniać w czasie. Piżm dodaje się pod koniec tworzenia kompozycji, trzeba na tym etapie bardzo uważać, żeby nie przedobrzyć, bo kompozycja będzie mało lotna, usiądzie, stanie się jakby zahibernowana i nie będzie chciała lecieć.
Cybet to jest zapach otrzymywany z cywety hodowanej w Chinach na mięso. Aby pozyskać zapach, wyłyżeczkowuje się podogonowy gruczoł zwierzęcia i nie trzeba go wówczas zabijać. Cybet posiada fekalny, skórzany zapach, który ożywia zmysłowe, kwiatowe kompozycje, jak na przykład: jaśmin, bez, tuberoza, narcyz. W dzisiejszej perfumerii stosuje się go rzadziej niż kiedyś, ale nadal jest dostępny na rynku.
Ostatnim spośród zwierzęcych zapachów jest strój bobrowy, zwany kiedyś nastrojem, otrzymywany z bobrów kanadyjskich. Ma on zmysłowy, trochę serowaty zapach, bardzo trwały, używany na przykład w kompozycjach skórzanych, tytoniowych.

Jak to się stało, że takie zapachy, często nieprzyjemne, znalazły zastosowanie w perfumerii?

Zapachy w świecie zwierząt odgrywają często rolę feromonów i wabików, albo służą do znakowania terenu. Człowiek używa tych woni od pradawnych czasów, gdyż podpatrzył ich znaczenie w świecie zwierzęcym. Być może na przykład jakiś szaman żyjący w Himalajach nacierał się piżmem w celach leczniczych i magicznych. Potem, wraz z podróżnikami, ten zwyczaj przywędrował do Europy, a następnie składnik ów podchwycili perfumiarze i zaczęli eksperymentować.

Jak dzielimy zapachy?

Główny podział substancji zapachowych na syntetyki i składniki pochodzenia naturalnego dokonuje się na podstawie metody ich otrzymywania. Składniki syntetyczne powstają na drodze syntezy organicznej. Mają, a przynajmniej powinny mieć, zapach powtarzalny, są tańsze od składników naturalnych i dlatego we współczesnych perfumach dominują nad składnikami naturalnymi. Chemia organiczna wciąż postępuje naprzód i dostarcza do palety perfumiarza coraz to nowych składników. Syntetyki już nie tylko imitują naturę, ale pozwalają tworzyć nowe, zupełnie zaskakujące nuty i całe akordy zapachowe, nieznane ze świata naturalnego, na przykład aromaty nieistniejących owoców. Substancje zapachowe pochodzenia naturalnego dzielimy na wspomniane cztery odzwierzęce i roślinne.

Domyślam się, że świat zapachów pochodzenia roślinnego jest bardzo bogaty. Jak wydobywa się naturalne aromaty z kwiatów i owoców?

Zapachy pochodzenia roślinnego dzieli się w zależności od sposobu ich pozyskiwania. Istnieje kilka sposobów wydobywania zapachów z roślin, ale dwa z nich są najpowszechniejsze: otrzymywanie olejków eterycznych i otrzymywanie absolutów.
Olejki eteryczne powstają w wyniku destylacji, czyli na skutek gotowania rośliny w gorącej wodzie, albo przepuszczania pary wodnej przez warstwę roślinną i odbierania w innym naczyniu skroplonych oparów z nad tego naczynia z tą roślinną zupą. Na powierzchni cieczy w odbieralniku powstaje warstwa olejku eterycznego, który następnie oddziela się przy pomocy butelki florentyńskiej. W wyniku destylacji pozyskuje się olejki między innymi z ziół: szałwii, mięty, rozmarynu, z cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej, ale też z drewna sandałowego, czy cedrowego, no i z kwiatów: pomarańczy, róży, ilangu.
Nie wszystkie rośliny mogą jednak zostać poddane destylacji – niektóre pachnące składniki rozkładają się pod wpływem podwyższonej temperatury i nie dają się wyrwać naturze tą drogą. Trzeba wówczas zastosować ekstrakcję. Tą drogą otrzymuje się konkrety, a następnie absoluty takich roślin, jak: jaśmin, narcyz, tuberoza, hiacynt, róża francuska. Roślinę wkłada się do reaktora wypełnionego gorącym rozpuszczalnikiem organicznym, zachodzi tam wypłukiwanie, ekstrahowanie części pachnącej i składników balastowych, jak woski i barwniki, na koniec rozpuszczalnik oddestylowuje się. Otrzymuje się tak zwany konkret, np. jaśminowy, w postaci ciemnej, gęstej pasty o bardzo intensywnej woni. Konkret można przerobić na absolut przez rozpuszczenie go w wysokoprocentowym etanolu. Następnie roztwór schładza się i przesącza, w wyniku czego na sączkach pozostają wytrącone substancje balastowe, klarowny roztwór zatęża się, czyli oddestylowuje etanol i ostatecznie otrzymuje tak zwany absolut, niezbyt poprawnie nazywany czasem olejkiem absolutnym. Jest to gotowy składnik o wybitnie intensywnym zapachu, w postaci przeważnie klarownej, bardzo lepkiej cieczy, czasem krystalizującej, która po rozcieńczeniu spirytusem tworzy piękne, przejrzyste roztwory. Niestety absoluty są bardzo drogie, ponieważ ich pozyskiwanie jest czynnością długotrwałą i żmudną.
Powszechnie uważa się, że absoluty wierniej oddają naturalny zapach rośliny niż olejki eteryczne. Ekstrahować można również żywice roślinne, takie jak: benzoe, mirra, czy olibunum. Otrzymuje się wówczas tak zwane resinoidy.

A czy w przyrodzie występują rośliny, które nie dają sobie wyrwać zapachu?

Owszem, taką rośliną jest na przykład konwalia. Jeżeli coś pachnie konwalią, to mamy stuprocentową pewność, że jest to zapach syntetyczny.

A jak pozyskać zapach z owoców cytrusowych?

Najprościej, czyli poprzez wyciskanie skórki otartej z owoców. Tylko olejki otrzymywane przez wyciskanie i destylację mogą być zastosowane w aromaterapii, np. do masażu. Takiego zastosowanie nie mają absoluty, gdyż mogą zawierać ślady rozpuszczalników, a przez to być niebezpieczne dla skóry.

Ile aromatów należy ze sobą zmieszać, aby powstały perfumy?

Nie ma tutaj reguły. Jednak nie należy mnożyć niepotrzebnie ilości składników. Przy bardzo rozbudowanej recepturze może pojawić się chaos zapachowy, nad którym ciężko zapanować i nie stracić nuty przewodniej - tematu, nie zgubić charakteru.
Najprostsze kompozycje, stosowane w chemii gospodarczej, mogą zawierać zaledwie kilkanaście, a nawet tylko kilka składników. Dobre perfumy, typu francuskiego, powinny być zbudowane z trzech głównych nut: nuty głowy, która uniesie cały zapach, nuty serca, która nada mu charakter i nuty bazowej, która będzie stanowiła podstawę kompozycji zapachowej, będzie ją utrwalać. Bardzo dobra kompozycja perfumeryjna może zawierać około trzydziestu-czterdziestu składników.

Na czym polega alchemia perfumiarstwa?

Największą sztuką jest wyobrażenie sobie zapachu i zapisanie jego receptury. Bohater „Pachnidła” doszedł do takiej wprawy, że pisał receptury, ale wcale nie wąchał gotowych kompozycji. Mnie wydaje się to niemożliwe, bo o ile rzeczywiście można wyobrazić sobie charakter kompozycji, to nie sposób przewidzieć jak się ona zachowa po kilkunastu godzinach, czyli jak się zbukietuje. Trzeba ją wówczas przewąchać ponownie i doszlifować, czyli ująć albo dodać tu i ówdzie składniki, żeby całość była bardziej harmonijna i przyjazna dla nosa.

A w jaki sposób można odtworzyć zapach? Czy to się robi tylko „na nos”?

Można próbować na nos, tak dawniej pracowali perfumiarze, gdy chcieli stworzyć imitację. Nie mieli oni dostępu do współczesnych instrumentów chemii analitycznej. Perfumiarz Baldini z „Pachnidła” najpierw wąchał zapach naniesiony na chusteczkę, potem próbował określić ilość składników, a następnie pisał recepturę. Ale to jest metoda obarczona dużym błędem, chyba że ktoś ma genialny nos - Baldini nie miał.
Dziś powszechnie stosuje się w tym celu chromatograf, który identyfikuje składniki z dużym prawdopodobieństwem i podaje ich przybliżone zawartości w próbce. Choć nie wystarczy zmieszać składniki we wskazanych przez urządzenie proporcjach. Perfumiarz musi na koniec dopracować taką recepturę: około dwa procent składników musi dodać posługując się swoim wyczuciem i doświadczeniem – tego najczulsza nawet aparatura nie potrafi zrobić.

Czy chromatograf jest drogim urządzeniem?

Tak, a najdroższym elementem jest jego oprogramowanie. Kosztowne jest stworzenie jego biblioteki zapachowej, musi ona zawierać kilkaset związków i powinna być stale aktualizowana.

Jak wiele zapachów potrafi wyczuć przeciętny człowiek?

Zmysł węchu potrafi wykryć bardzo wiele zapachów, tylko że człowiek nie potrafi ich odpowiednio nazwać, dlatego w pracy perfumiarza ważniejsza od czułości powonienia jest pamięć zapachowa. Trzeba mieć w głowie mnóstwo wzorców i wiele skojarzeń zapachowych. Aby zapachy rozpoznawać, trzeba je umieć w głowie archiwizować. Niekształcony nos prawdopodobnie potrafi zidentyfikować kilkadziesiąt prostych woni: miętę, pomarańczę, czekoladę, gumę czy spaliny. Natomiast nos kształcony może rozpoznawać nawet do dwóch tysięcy zapachów.

Z czym najlepiej kojarzyć zapachy, jeżeli chcielibyśmy w przyszłości je rozpoznawać?

Skojarzenia są sprawą bardzo indywidualną. Istnieje pewna zależność pomiędzy zapachem a kolorem, na przykład kompozycja cytrynowa może być nie dość „żółta”, a zapach morski niewystarczająco „lazurowy”. Istnieje jakaś głęboka adekwatność, nie przypadkowo fiołek pachnie lila-fioletem, róża purpurowo, a mlecz miodowo-żółto. Ponadto zapachy wywołują bardzo żywe wspomnienia. Tę bibliotekę zapachową człowiek tworzy w swojej świadomości od małego. Nikt nie pamięta chwil, gdy matka karmiła go piersią, a te mleczno-pudrowe zapachy są takie utulające i powszechnie kojarzone z bezpieczeństwem.

Czym różni się perfumiarz od aromaciarza?

Perfumiarz zajmuje się kompozycjami zapachowymi, a domeną aromaciarza są aromaty spożywcze. Aromaciarz jest biegłym perfumiarzem, który dodatkowo wyspecjalizował się w wąchaniu i rozpoznawaniu zapachów nieprzyjemnych i ciężko akceptowalnych, takich jak zapachy mięs, ryb, cebuli czy czosnku.

Czy aromaty stosowane w przemyśle spożywczym muszą spełniać jakieś dodatkowe kryteria?

Oczywiście, gdyż aromaty spożywcze są konsumowane, a kompozycje zapachowe jedynie wąchane i powietrze stanowi tu niejako filtr, który chroni nas przed szkodliwym działaniem niektórych składników. Kompozycje zapachowe naniesione na skórę mogą jednak nieznacznie przenikać w jej głąb, dlatego związki stosowane do wyrobu perfum nie mogą być rakotwórcze, teratogenne (stanowiące zagrożenie dla płodu), ani silnie alergizujące. Związki zapachowe poddawane są nieustannym badaniom, te, które były bezpieczne parę lat temu dzisiaj mogą być stosowane z restrykcjami, a za jakiś czas mogą zostać wciągnięte na listę składników niebezpiecznych.

Które zapachy są dla Ciebie szczególnie ważne i przyjemne?

Myślę, że dla każdego mężczyzny ważny jest, choćby nieświadomie, zapach ojca. Dla mnie jest to taki ważny zapachowy punkt odniesienia. Mój tata pachniał najczęściej tradycyjnymi, krajowymi wodami kolońskimi. Tata kojarzy mi się też z zapachami sweterkowymi – z wełną, z gumą, z czymś ciepłym i suchym. Pewnie od tego „zapachu ojca” wzięło się moje marzenie, aby zatrzymać zapachy męskie z czasów realnego socjalizmu. Rynek był wtedy hermetyczny i dostępne były tylko perfumy krajowej produkcji, wyjątkowo można było kupić coś zachodniego. Dlatego też kolekcjonuję tradycyjne wody kolońskie takie, jak: Consul, Przemysławka, Wars, czy Prastara. Są to takie niepowtarzalne ziołowo-cytrusowe kompozycje. Rzadko można je dziś spotkać w sprzedaży, ale kiedy uda mi się trafić taką wodę kolońską, której nie mam jeszcze w lodówce, mam wtedy sporą frajdę.
Ostatnio zainteresowała mnie taka oto zagadka, czy nasza krajowa „Prastara” nie jest może najstarszą wodą kolońską na świecie, bo jej recepturę datuje się na 1682 rok, podczas gdy powszechnie uznana za „jedyną klasyczną” i pierwszą wodę kolońską „4711” datuje się ponad sto lat później, na rok 1792. Prowadzę w tej sprawie prywatne śledztwo, ale być może, że zagadka ta nie zostanie nigdy rozwiązana.

Gdzie przechowujesz te wody kolońskie? Czy perfumy się psują?

Najlepszym miejscem na przechowywanie perfum jest lodówka. Zabójczymi dla tej mieszaniny związków chemicznych, jakimi są pachnidła, są światło słoneczne i dostęp powietrza.

A jakich zapachów sam najchętniej używasz?

Bardzo lubię zapachy ze średniej półki, są łatwe w noszeniu i nie obarczone zbyt ciężkim charakterem. Są tak pomyślane, żeby trafiły do jak najszerszego grona odbiorców, właśnie z tego powodu stają się ważnymi tropami zapachowymi dla tysięcy, a czasem milionów klientów. W pracy perfumiarza jest ważne, aby odnieść się czasem do czegoś, co już było, zacytować jakiś rozpoznawalny temat zapachowy. Tak jak w przypadku tych tradycyjnych wód kolońskich, bo przecież każdy starszy mężczyzna w Polsce rozpozna zapach Warsa. To wspaniałe i potężne narzędzie – pamięć i skojarzenia zapachowe.

A twoje ulubione zapachy z wyższej półki?

Klasyką wśród męskich zapachów i kamieniem milowym perfumerii jest bez wątpienia Fahrenheit z 1988 roku - jeden z moich faworytów od czasów późnego liceum. Zapach, który można lubić lub nie, ale nie można mu zarzucić, że jest mało wyrazisty, że nie jest charakterystyczny. Moim zdaniem nic na miarę tej kompozycji nie powstało od kilku lat. Fahrenheit należy do półki selektywnej, najszerzej obecnej w perfumeriach sieciowych. Jeszcze wyżej znajduje się półka niszowa, która stanowi przedmiot zainteresowania raczej w gronie koneserów, również ze względu na ceny i dostępność tych produktów.

Perfumiarstwo to sztuka czy rzemiosło?

Generalnie tworzenie zapachów jest dużym wysiłkiem intelektualnym, wymaga świetnej formy psychicznej i fizycznej. Chodzi o to, żeby na przykład nie być głodnym lub niewyspanym w trakcie pracy. Czasem kawa dodaje skrzydeł, pozwala unieść się trochę, wówczas pracuje się dużo szybciej, łatwiej przychodzą pewne skojarzenia zapachowe do głowy, na przykład: „to jest to”, „tego już starczy”, albo „tak, tak to jest ta słodycz, której szukasz!”. Bo, jak wiadomo, nie chodzi o sprawność nosa, tylko umysłu, a cała praca odbywa się w wyobraźni, nos jest tylko narzędziem, o które, owszem, należy dbać.
Z tym, że prawdziwe kreowanie, jak każde dzieło sztuki, powinno nieść jakąś emocję autora, jakąś prawdę o nim. Więc stworzenie cudownego, wiernego grapefruita, czy róży jest powiedziałbym biegłością w rzemiośle perfumiarskim, natomiast stworzenie woni nie występującej w naturze, nie będącej jej imitacją, a czystą imaginacją autora nazwałbym już sztuką wysoką. Oczywiście taka kompozycja też musi być doskonale zrobiona od strony warsztatowej, jednak sam doskonały warsztat to dla mnie za mało.
Zapach – dzieło sztuki musi być wizjonerski i nawet trudny w odbiorze w pierwszym kontakcie. Mówi się o wysokiej jakości tradycyjnych perfumach, że przy pierwszym zetknięciu powinny wywoływać zaskoczenie bliskie konfundacji. Wiadomo, że przeważnie podoba nam się to, co już znamy. Dopiero z czasem człowiek może się oswoić i zrozumieć, jak ten zapach układa się na jego skórze. Dopiero wtedy może go nosić jako „mój zapach” - „ten zapach to ja”.
Właśnie o takich perfumach marzę, dla siebie teraz i być może, żeby wykreować takie pachnidło w przyszłości. Czyli poszukiwanie idealnego zapachu jest, można by tak alegorycznie powiedzieć, poszukiwaniem prawdy o sobie. To bardzo trudne, ale przy tym jakże odkrywcze zadanie dla ambitnego perfumiarza-alchemika. Jednocześnie bardzo intymne, bo co to znaczy „dać komuś zapach”, wymyślić, stworzyć komuś aurę zapachową.? Dla mnie to pasjonujące!

Rozmowę przeprowadziła Magdalena Karst

wywiad w kategorii: pachnący zawód
kategorie wywiadów:
copyright (c) marketingzapachowy.info 2006-2014
opieka nad blogiem: D2B