Bardzo osobisty opis zapachu wiosny, Świąt Wielkiej Nocy oraz inne zapachy wspominane z obczyzny.
Poniżej krótki wycinek wspomnień Józefa Dąbrowskiego:
"Siedzę sobie wśród żółtych żonkili i rozkoszuję się ich zapachem. Słodziutkim, mięciutkim, aksamitnym wręcz. Daję się spowić tą wonią bez reszty. Zamykam oczy, by zmysł węchu był przez chwilę jedynym moim kontaktem z otoczeniem. Jestem zapachowcem. Wonie ziemi i przyrody działają na mnie jak narkotyk. W domu mam kilka ziół w doniczkach, począwszy od werbeny i lawendy. Wącham je kilka razy dziennie. Lada dzień wykiełkują mi na balkonie trzy mięty - pospolita, cytrynowa i czekoladowa. W maju posadzę bazylię toskańską, grecką i hiszpańską. Do pełni szczęścia zabraknie mi jednak naszej polskiej maciejki.
*
Wiosenny zapach sosen w piniarium w Central Parku przypomina mi niezmiennie woń sosen świderskich. Zapach zielonych szyszek jest jednym z zapachów mojego dzieciństwa. Podobnie jak woń rumianku i macierzanki. W maju, Świder spowijał także zapach kwitnących bzów i czeremchy, zaś na przełomie maja i czerwca był on we władaniu woni akacji, jaśminu i dzikich róż. Zapach tych kwiatów kojarzy mi się do dziś z Bożym Ciałem"...
więcej:
http://kurierplus.com/?module=displaystory&story_id=4920&format=html